Raz jeszcze, bo trasa jest identyczna jak w zeszłym roku, czyli zaczynamy w Złatnej koło ruin huty szkła. Początkowo zastanawialiśmy się jaka będzie tutaj droga, bo od skrętu w Ujsołach zawsze im dalej tym gorzej. Z reguły droga to lodowa rynna z metrowej wysokości bandami, ale tym razem było nieźle, chociaż jedzie się praktycznie po litym lodzie. Dalej idziemy już pieszo drogą wzdłuż której biegnie czarny szlak, przechodzimy mostek i kawałek dalej skręcamy wg nowych drogowskazów w stronę Hali Lipowskiej. Prognozy pogody zapowiadały spory mróz. Po dojechaniu na miejsce jest -13 stopni, ale sprawdziła się również prognoza dotycząca zachmurzenia i z każdą chwilą było coraz ładniej. Jak widać na poniższych screenach śladu z eTrex’a, droga ma się nijak do mapy z 2009r. Raz idzie się niby żółtym, a niby niebieskim szlakiem. Jest miejsce gdzie praktycznie z 5 sąsiadujących ze sobą drzew, trzy są oznaczone kolorem szlaku (na jednym jest znak żółty, a na dwóch niebieski).

                 Idzie się bardzo komfortowo i można powiedzieć, że przejść tą trasę w takich warunkach można praktycznie w każdych butach gdyż szlak jest ubity, na tyle, że nie ma mowy o jakimkolwiek zapadaniu się. Pogoda zmienia się na coraz lepszą i robi się naprawdę ładnie. Na całej trasie na Lipowską jest właściwie tylko jedno stromsze (o ile można je nawet takim nazwać) podejście – a tak to trasa w pełni rekreacyjna. W schronisku na Lipowskiej posilamy się, siedzimy prawie godzinę, po czym idziemy w stronę Rysianki. I tutaj muszę o czymś wspomnieć – idąc do góry minęły nas 2 skutery śnieżne i w sumie nawet mi to nie przeszkadzało. Ale po dojściu na Rysiankę poczułem się jak nie wiem… w centrum miasta, albo pod jakimś marketem… Pełno jeżdżących tam i spowrotem skuterów śnieżnych – myślę, że około 15 sztuk, a po chwili minęło nas jeszcze 6 albo 7. Huk, hałas… ja sie pytam jak to ma się do tablicy która stoi może ze 200m dalej i pisze „REZERWAT PRZYRODY LIPOWSKA”? Ja wiem, że tablica stoi pomiędzy schroniskami, no ale bez przesady… Tragedia. Wszystko zjeżdżone wzdłuż i wszerz, a i idąc w dół, też jedyne co w lesie słychać to silniki skuterów. Pytam się, GDZIE SĄ służby stojące na straży przyrody. Powinno się wszystkim władować słone mandaty to by w lesie przynajmniej można było poczuć się jak w lesie, a nie jak na torze. Bo podobno jest zakaz poruszania się na pojazdach zmotoryzowanych, że w rezerwatach to już nie wspomnę.

                 Niezależnie od tego pogoda już nie była tak piękna. Tak naprawdę to widoków już większych nie było, toteż w miarę szybko zeszliśmy na dół – dziwne tylko, że trasa wiedzie identycznie jak w zeszłym roku, ale również jej ślad raczej marnie pokrywa się z mapą. Z zapisu garmina wyszło nam, że połowę wycieczki to praktycznie przesiedzieliśmy, a reszta poszła nam szybko – w końcu to tylko 11km🙂

                 Jeszcze taka mała wzmianka o śladzie – po wejściu do schroniska Garmin miał problem z sygnałem więc jest taki moment, kiedy punkty mają spory rozrzut mimo, że tak naprawdę siedzieliśmy – w tym momencie właśnie wskazało mi że poruszaliśmy się 13km/h co na pewno bym zapamiętał bo to prędkość konkretna już jeśli o takie wycieczki chodzi (tak naprawdę to musiałbym całkiem szybko biec żeby taką prędkość osiągnąć😉 ).