Po brzydkiej pogodzie, odwilżach, deszczach i innych takich, prognoza zapowiada dobre warunki. Trzeba by więc je wykorzystać. Na Facebooku kolega pisze o wyjeździe na Pilsko – jednak my odpisujemy, że jedziemy w Tatry. Tradycyjnie już wyjeżdżamy o 4 i kilka minut po 6 parkujemy na Siwej Polanie. Jest jeszcze całkiem ciemno, ale spokojnie można się obyć bez źródła światła. Jest -8 stopni więc nie ma źle. Droga przez Chochołowską jest oblodzona, ale i tak stwierdzamy, że śnieg i lód pod butami jest lepszy niż asfalt – wiem, wiem – powtarzam się😉 Po dotarciu do schroniska stwierdzamy, że wejdziemy żeby zjeść jakiś baton i napić się herbaty.

                Wchodzimy a tam… Kaiko piszący wczoraj na Fb o Pilsku wraz z kolegą, którzy jak się okazało zmienili plany i również stwierdzili, że pojadą w Tatry. Najlepsze bo to znajomość jeszcze z czasów liceum, które ukończyliśmy ponad 7 lat temu, a na dodatek jeszcze wczoraj na Fb pisaliśmy, że trzeba by się kiedyś spotkać🙂 Oni wychodzą szybciej, my jeszcze trochę siedzimy i też idziemy dalej.

                Szlak na Grzesia nie jest specjalny widokowo, ale idzie się nim przyjemnie – ot fajny spacerek po lesie. Sniegu nie ma za wiele. Po ostatnich odwilżach można powiedzieć, że to namiastka śniegu, która potrafi być w górach o tej porze roku.

                Spotykamy się ponownie na szczycie Grzesia – oni stwierdzają, że wracają, a my mieliśmy iść dalej na Wołowiec, ale również stwierdzamy, że jest okazja do pogadania więc idziemy razem na dół po małym postoju na zdjęcia. W końcu Wołowiec nam nie ucieknie. Ze szczytu schodzimy szybko i znowu wchodzimy do schroniska gdzie siedzimy tym razem dłużej i rozmawiamy, po czym stwierdzamy, że kiedyś trzeba wrócić na parking. Drogą idzie się źle bo jest po prostu ubita, zalodzona i wyjeżdżona saniami tak, że jest bardzo ślisko. Nawet żartujemy, że raki to dopiero by się przydały tutaj na asfalcie.

                Po dotarciu na parking przebieramy buty i wracamy do Krakowa. Przejechanie przez Zakopane okazuje się niewykonalne bez odstania tam pewnie z 2 godz. więc bliżej nam nieznanymi uliczkami objeżdżamy zakorkowany obszar. Dobrze, że z Zakopanego wyjeżdżamy bo w przeciwnym kierunku jest sznur samochodów na ok 40km natomiast po dojechaniu do granic Krakowa w radio słyszymy, że korek sięga już 60km…