ZDJĘCIE POCHODZI ZE STRONY NIKON EUROPE

Nadeszła więc odpowiednia chwila rozwiać woal tajemnicy dotyczący wyboru tej a nie innej 50’tki. Gdy wchodziłem w system Nikona zakupiłem sobie Nikkora AF 50/1.8D i? I bardzo, ale to bardzo lubiłem to szkiełko, bo za około 400zł oferowało super obrazek, nawet używalny na przysłonie 1.8 i bardzo dobry gdzieś od ok. f2.2-2.5 – i tutaj mówimy już o bardzo ładnej ostrości – 2.8 to już była „żyletka”. Jednak przyszedł czas, że pojechałem w to i owo miejsce, zrobiłem trochę zdjęć i zaczęła mnie wnerwiać pewna rzecz, której wcześniej nie dostrzegałem – 7 listków przysłony… Po przymknięciu do 2.8 i mocniej z „kółeczek” w bokehu zaczynały się robić wielokąty – w zależności od motywu w tle raz było ok., a raz strasznie – strasznie głównie dlatego, że już się „rozpuściłem” i przywykłem do bokehu z 9 listków. Drugim powodem sprzedaży do której w końcu doszło było zbieranie funduszy na nową puszkę – tak więc sprzedałem…

Moment sprzedaży nie był lekki, bo szkiełko to było mi bardzo bliskie… mimo iluś tam zmian w swojej „szklarni” i obracania różnymi obiektywami, nierzadko z dużo wyższej półki to właśnie z tą tanią 50’tką rozstać było mi się najtrudniej…

Co więcej… mimo posiadania w torbie kilku naprawdę super szkieł zaczęło brakować mi czegoś małego, lekkiego, poręcznego, co można zawsze ze sobą zabrać a daje przyzwoity obrazek – w końcu jeśli nie żyje się z fotografii i nie nosi tym samym codziennie przy sobie całego sprzętu foto to zabieranie go z innymi rzeczami, z którymi porusza się człowiek na co dzień, to noszenie ciężkich i dużych gabarytowo szkieł zaczyna być problemem, co ostatecznie prowadzi do tego, że sprzęt leży i „wprowadza” się go tylko wtedy, kiedy człowiek wie że idzie robić zdjęcia – jednak na co dzień chodząc na uczelnię, do pracy czy gdziekolwiek indziej człowiek nie zabiera wtedy nic… a kadry uciekają…

Wiele osób uważa, że 50mm pod DX (APS-C) jest „nijakie” – ja tak nie uważam – jest to jedna z moich ulubionych ogniskowych o ile nie ulubiona – pod FX(FF) też ale bywa już czasem za szeroko. 50mm to taki mój „raj odnaleziony” jeśli można takiej metafory użyć – kiedy przejrzałem większość zdjęć z 24-70 okazało się, że większość z nich została zrobiona na ogniskowych 47-55mm i to niezależnie od formatu matrycy aparatu… Więc pewnego dnia szybka decyzja – kupuję 50’tkę…

Oczywiście mimo dobrych wspomnień z N AF 50/1.8D nie mógł to być on – w końcu nie ma sensu znowu kupować tego samego – trzeba iść na przód… więc w szranki stanęły N AF 50/1.4D, N AF-S 50/1.4G, Zeiss Planar 50/1.4 ZF oraz Sigma 50/1.4 HSM… Kiedyś sobie założyłem, że „jak kupować to raz a dobrze” – jednak szybko zrewidowałem te poglądy, ponieważ musiałem się zastanowić do czego to ma być obiektyw i kiedy noszony ze względu na inne szkła które już mam, żeby to miało jakiś sens.

A obiektyw potrzebowałem do fotografowania na co dzień, takiego który będzie jak najmniejszy i możliwie jak najtańszy przy zachowaniu dobrego obrazka. Takiego który będzie dobrze zbudowany, który będzie mi towarzyszył zawsze i wszędzie. Dlatego Sigma odpadła na wstępie – niezależnie od jej optyki jest droga i wielka – stanowczo za wielka jak na 50mm standard. Zostały 2 Nikkory i Zeiss – Zeiss jest wspaniale wykonany, świetny optycznie ale 2-3x droższy niż odpowiedniki Nikona. I tutaj wciąż myśl – „raz a dobrze”… ale jako że mam już Zeiss’a 85mm to wpierw raczej uzupełnił bym go o 35/2 a to jest 3800zł więc za drogo jak do noszenia na co dzień tylko w celach czysto praktycznych. Zeiss będzie kiedyś lub gdy w końcu zdecyduję się na drastyczny krok wymiany wszystkiego co się da na ich produkty…

Zostały więc dwa Nikkory 50/1.4 – D i G. Nowszy AF-S G ma 9 listków przysłony co kiedyś było dla mnie priorytetem, jest trochę lepszy optycznie, ale jest droższy, ciut wg mnie gorzej zbudowany, jest również większy, a przy tym mimo, że został wyposażony w cichy silnik autofocusa – jego AF jest wg opinii wielu osób „mułowaty” w porównaniu do wyśmienitych SWM’ów znanych np. z wspomnianego już wcześniej 24-70. AF D jest ciut słabszy optycznie, ale jest bardzo mały, poręczny, nieźle zbudowany i jest tani – wada to 7 listków przysłony, co kiedyś było jednym z powodów sprzedaży 50/1.8D. Jednak po za ilością listków przysłony spełnia super wszystkie moje kryteria, a ta wydawało by się najpoważniejsza wada nie jest taka straszna jak by się wydawało – po za tym w cenie nowego AF-S 50G można kupić AF 50D + mieć większość funduszy na jakieś 20/24mm co już w ogóle było by super uzupełnieniem – za takimi 2 stałeczkami można śmiało iść praktycznie na każdy reportaż. Znam też kilka osób które sprzedały wersję AF D na rzecz AF-S, by właśnie przez wolny autofocus powrócić do wersji AF D.

Gdyby fundusze były „no limit” kupił bym Zeissa – ale ja jestem odmieńcem, dla którego brak styków, CPU, autofocusa i właściwie wszystkiego w obiektywie nie przeszkadza – tym bardziej, że kosztuje grubą kasę w porównaniu do wszystkich innych 50’tek. 98% ludzi, których znam i którzy fotografują nie tknęli by Zeissa przysłowiowym „patykiem” właśnie za to że jest drogi a oferuje pozornie bardzo, bardzo mało. Jednak Zeissy mają swój specyficzny rysunek, bokeh, doskonałą pracę pierścienia ostrzenia i wyśmienitą budowę – ale coś za coś.

50/1.4G jest generalnie dobry jeśli ktoś chce nim portretować i fotografować spokojniejsze motywy – ja swojej 50mm potrzebuję do użytku praktycznie „nina-style” więc potrzebuję AF, który jest możliwie jak najszybszy – jeśli mam mieć wolny AF to równie dobrze mógłbym kupić manualne 50mm – czy to Nikkorowskie AI lub AIS czy wspomniango Zeissa – oczywiście manualne Nikona są w stosunkowo bardzo niskich cenach, a otrzymujemy bardzo dobrą optykę, w dobrej obudowie – jednak mają te same bolączki co Zeiss.

Kupując manualne szkła trzeba też zwrócić uwagę na body którym dysponujemy, gdyż może się okazać, że nasza puszka nie mierzy światła ze szkłem bez procesora – potwierdzenie ostrości jest za to w każdym body Nikona. Jednak światło ze szkłami bez procesora (CPU) mierzą tylko serie półprofesjonalne (semi-pro – obecnie serie Dxxx) i profesjonalne (pro – serie Dx) – lustrzanki amatorskie są z tego okrojone (obecnie serie Dxx i Dxxxx).

Są jeszcze dwa nazwijmy to „rodzynki” – oczywiście szkła manualne – Nikkor 50/1.2 AIS oraz Nikkor NOCT 58/1.2. NOCT jest wspaniały – ma bardzo ładny bokeh, jest bardzo plastycznym szkłem, jednak za sprawą kolekcjonerów cena tego szkła została tak wywindowana w górę, że tylko nieliczni mogą sobie na niego pozwolić, a i bardzo rzadko pojawiają się na sprzedaż nawet na serwisach takich jak Ebay gdzie można śledzić aukcje z całego świata – obecnie ceny NOCTów w dobrym stanie wahają się pomiędzy 14 000 a 20 000 zł więc myślę, że dalszy komentarz jest zbędny…

Natomiast 50/1.2 AIS jest szkłem dosyć specyficznym – po pierwsze mimo bardzo malej głębi ostrości na f1.4 i jeszcze mniejszej na 1.2 jest manualny – AF’a w nim brak więc trzeba lubić ręczne ostrzenie, a do tego mieć naprawdę dobry wizjer. Jest bardzo dobrze wykonany ale nie ma styków i żadnego procesora więc znowu wymaga lepszego body. Nie jest ani tani ani drogi – kosztuje gdzieś ok. 1300-1800zł w zależności od stanu – więc teraz pytanie dlaczego nie brałem go pod uwagę przy zakupie 50mm dla siebie? Otóż to szkło ma bardzo specyficzny bokeh który mnie się totalnie nie podoba – po prostu na „furę” zdjęć z 50/1.2 które widziałem, podobały mi się może 2-3 – sposób w jaki to szkło rysuje nie odpowiada mi i jak to mówią „szału nie ma” – co więcej nie jestem osamotniony w tej opinii bo znam wiele osób które twierdzą tak samo – oczywiście są też zadowoleni użytkownicy tego szkła jednak w mojej opinii jest to bardziej syndrom światła 1.2 niż wartości optycznych tego obiektywu.

Wszystkie wersje 50/1.8 czy to manualne czy nie – pominąłem, z uwagi na to, że pro stałka o standardowej ogniskowej dla małego obrazka nie może być w mojej (choć nie tylko) opinii (tak się już przyjęło) ciemniejsza niż 1.4 (oczywiście są chlubne wyjątki takie jak Zeiss 50/2 ale to jest szkło macro o czym należy pamiętać – nie wspominając już o cenie). Jednak nie oznacza to że wersje 1.8 są złe – wręcz przeciwnie – oferują „bardzo dużo za bardzo mało” więc jeśli kogoś „nie puszczają” fundusze to polecam przetestowanie ich przed zakupem bo może się okazać, że spokojnie nam ta tańsza wersja wystarczy.

Jak widać, sporo zależy też od tego do czego potrzebujemy danego szkła – do tego, do czego kupuję 50mm, wersja AF D jest idealna, a przy tym tak tania że te 350-500zł które musiałbym dołożyć do wersji AF-S daje mi niezły „start” do zakupu jakiejś innej, szerszej taniej staleczki – jeśli będzie to wersja manualna to za taką kwotę pewnie spokojnie uda mi się ją kupić, a do wersji AF będzie trzeba dołożyć drugą połowę.