„Aaaaleee lufa!” – czyli fenomen „armaty”. . .

Jak już wiemy z poprzedniego odcinka, ludzkość cierpi na megalomanię. I na nic zdają się zapewnienia, że „rozmiar nie ma znaczenia”😉 ważne żeby było DUŻE, a już najlepiej ogromne – dlatego obserwuję kolejną tendencję dotyczącą sprzętu, że standard 50mm jest uznawany za szajs (bo mały), tak samo szerokie kąty itd. – wg opinii nazwijmy to publicznej dobry fotograf to musi mieć tele! To nie ważne jakie – ważne żeby było duże i długie, a jak do tego dorzucimy profilowaną osłonę przeciwsłoneczną to już jesteśmy tak PRO, że proszę ja Was nikt nam w fotografii nie podskoczy😉 Totalnie nie rozumiem z czego to wynika (o przepraszam już pamiętam – z megalomanii) ale efekt jest tego taki że standardy 50mm powinniśmy wyrzucić do kosza, tak samo szerokie kąty do pejzaży – one nie są pro z wcześniej wymienionych powodów. . . i na nic tłumaczenia, że bez tych obiektywów nie da się tego zrobić, a także, że teleobiektywy to nie jest „jedyny dobry obiektyw” (no ale wygląda najlepiej to prawda😉 ) mało kto ogląda się za fotografem z krótkim „szkłem” za to osoba z taką „armatą” jest powszechnie zauważana czy to w tłumie czy na ulicy. Generalnie jestem zdania, że „więcej dymu” robi nawet stosunkowo tani teleobiektyw w porównaniu do szerokiego kąta za parę tysięcy zł. Tak samo stało ogniskowe obiektywy za ciężkie pieniądze – jakie to ma znaczenie, że mogą być dobre optycznie skoro są małe. Nawet na Noctiluxa nikt nie spojrzy, gdy w pobliżu jest fotograf z choćby i Tamronem dajmy na to 70-200/2.8 (nie żebym uważał go za jakieś szkło nie nadające się do niczego ale dysproporcji pomiędzy nimi ciężko nie zauważać). Dlaczego w sklepach najczęściej sprzedawca podaje obiektywy 18-200 w stanie „rozłożonym”, kiedy to te obiektywy mają największą długość? Właśnie z dokładnie tego samego powodu – duży obiektyw wywiera na laiku większe wrażenie niż obiektyw mały i ich jakość nie ma tutaj nic do rzeczy.

Jest to ogólnie strasznie śmieszne zjawisko, ale bardzo powszechne i na pewno spotkaliście się z tym nie jeden raz. A czy długa ogniskowa jest lepsza niż krótka? Na pewno do konkretnych zastosowań tak, ale w ogólnym rozważaniu na pewno nie bo pojęcie „idealnej ogniskowej” jest mrzonką i po prostu nie istnieje. Równie dobrze moglibyśmy urządzać wywody o „wyższości czarnego nad białym lub niebieskiego nad zielonym”.

Oczywiście, im większy obiektyw tym przeważnie większa średnica montowanego na nim filtra… no ale skoro chcemy mieć dużego zooma zamiast małej stałki i filtry np. 77mm (uznawane za swego rodzaju standard dla szkieł pro) czy nawet 82mm (a bywają eksponaty z 95 lub nawet 110mm jednak są to rzadkie przypadki), zamiast filtrów np. 52mm to nie należy się uskarżać na zwiększony ubytek funduszy przy zakupie jakiegokolwiek filtra na nasz obiektyw (a szczególnie nasz portfel cierpi przy tym kupując tzw. „polara” (czyt. filtr polaryzacyjny). Oczywiście nie będę przekonywał nikogo do stałki czy zooma bo nie w tym rzecz – każda z tych dróg spisuje się lepiej przy innym temacie i zadaniu foto a jedynym w pełni satysfakcjonującym i optymalnym rozwiązaniem jest mieć i bardzo jasną stałkę i jasnego zooma😉 Jednak większy obiektyw czy aparat, zdecydowanie nie znaczy lepszy – i myślę, że znów wypadało by zakończyć wnioskiem, że najlepszy sprzęt to taki, który jest optymalny do oczekiwań i sytuacji.