„Lustereczko powiedz prawdę . . .”

… czyli prestiż a duża puszka😉 Jako że jest to pierwsza część przemyśleń, chciałbym zacząć od tak prozaicznego pytania – „po co nam lustrzanka?”. Lustrzanka, zwana popularnie dalej „lustrem” jak każdy produkt jest nabywana przez różnego rodzaju klientów.  Pierwszą odpowiedzią która się nasuwa, jest odpowiedź – „lustrzankę kupujemy aby mieć lepsze (to poruszę dalej) zdjęcia” – a i owszem – najbardziej podstawową grupą są „napaleni zapaleńcy”, którzy ślęczą, porównują parametry sprzętowe, analizują piksele, ślęczą z lupą nad cropami 500% i z determinacją godną epickich herosów przeprowadzają wiekopomne analizy każdego foto – HA – otóż nie!😛 największą grupą nabywczą „luster” są laicy (wyróżnia się laików, laików pozytywnych i negatywnych) – tak – właśnie Ci którzy zadają pytania „jak się to włącza?”, „a co to jest przysłona?” lub „co to jest ISO?” i to są laicy – tak po prostu – są to osoby które nie mają pojęcia o tym „z czym się to je” ale chcą spróbować czegoś nowego. Laicy pozytywni, to po prostu ludzie, którzy nie wiedzą, ale chcą się czegoś nauczyć – ich poziom wiedzy jest mizerny, ale przeszukują net w poszukiwaniu opisów podstawowych pojęć, co i jak fotografować oraz elementarnych wiadomości „co kupić do X zł?” I tutaj mamy pozytywny objaw foto hobby, ponieważ mamy do czynienia z plusowym rozwojem wiedzy i osobowości człowieka który owe lustro chce nabyć aby poszerzać swoje horyzonty. Ale że „każdy kij ma 2 końce” są też laicy źli – mam tutaj na myśli ludzi, którzy kupują „lustro” dla manii wielkości i szpanu – no bo jak to, gdy znajomi wpadną na grilla to jak wypadnę z aparatem wielkości pudła po mikrofalówce i ze szkłem jak rura PCV sięgająca za płot to będę PRO i będę, proszę ja Was FOTOGRAF – a co. Jak to śpiewano w pewnej piosence – focić „każdy może – jeden lepiej, drugi gorzej” (sęk w tym że te osoby zawsze myślą że są w tej kategorii „lepiej” (ale może to i również lepiej bo przynajmniej nie żyją w stresie😉 )).

Obserwuję trend (i to nie tylko ja), że dziś aparat stał się według niektórych wyznacznikiem mierzalności jakości fotografii jak i samego prestiżu (a raczej po prostu szpanu). Osoba z lustrzanką w ręce jest powszechnie uważana za lepszego fotografa niż osoba z kompaktem, tak jak osoba z dużym obiektywem niż osoba która ma np. stałą 50mm – dlaczego? Bo są małe i „nie wyglądają profesjonalnie😉 Ta sama zasada obowiązuje w samych body lustrzanek – tutaj obowiązuje zasada, że „im nowsza a przede wszystkim większa – tym lepiej” – jest to pewna paranoja, którą miałem okazję po raz kolejny zaobserwować podczas jednej z wycieczek do sklepu foto, gdzie Pan kupujący puszkę zacząć od puszki za 2000zł by skończyć na takiej za 3x tyle z jakże „wspaniałym” szkłem 18-200, które uważam za marnowanie takiej puszki taką optyką – natomiast kupujący „łykał” każdy tekst sprzedawcy jak piasek wodę, włącznie z tekstami opisującymi 18-200 jako „wspaniały obiektyw do wszystkiego” (i jak to skomentowała Pani sprzedawczyni która rozmawiała ze mną „i do niczego” – tego na szczęście tamten klient już nie usłyszał, za to Pani sprzedawczyni uśmiechała się szeroko od ucha do ucha). Należy tutaj dodać, że owy klient o aparatach nie miał bladego pojęcia i równie dobrze mógł pojechać do NASA kupować wahadłowiec. Mamy tutaj do czynienia z klasyczną sytuacją, kiedy ktoś zupełnie nie potrzebuje lustrzanki, ale kupuje ją aby być lepiej postrzegany przez innych (w końcu będzie PRO :D). Do dziś nie wiem czy jest to postrzeganie przez pryzmat wydanej kasy czy ludzki czynnik megalomanii że większe = lepsze. Dla przykładu nikt nie zatrudni zawodowca który trzyma w rękach kompakt, za to wielu jest skłonnych zatrudnić amatora tylko dlatego że dzierży w rękach lustrzankę – paradoks prawda?🙂 Duży aparat przekłada się w wizji społeczeństwa na symbol prestiżu tak jak duży dom, wielki ogród czy drogi samochód – tak naprawdę nie ważne, że tej samej osobie wystarczyło by niewielkie mieszkanie, mały ogród bo nie ma czasu po nim biegać czy samochód za 20% ceny obecnego bo nasze drogi nie pozwalają na jazdę szybciej niż 30 km/h – ważne, że są prestiżowe (podobno😉 ). Jednak brak wiedzy w fotografii jest takim samym barbarzyństwem jak nieumiejętność parkowania jeżdżąc np. Ferrari – jakiś poziom trzeba trzymać skoro już mamy taki, a nie inny sprzęt za niemałe pieniądze prawda? O ile w wypadku samochodu przekłada się to na nasze i innych bezpieczeństwo, tak w przypadku aparatu na jakość zdjęć. Dlaczego? Bo równie niewielu zdaje sobie sprawę że lepszy i droższy aparat sam nie zrobi doskonałych zdjęć (tą sprawę chciałbym poruszyć osobno kiedy indziej) – to fotograf robi zdjęcia, a aparat jest tylko narzędziem do rejestracji obrazu którego to fotograf powinien używać świadomie.

Kolejna sprawa – waga i rozmiar to bardzo istotny czynnik użytkowania naszego przyszłego aparatu. Ileż to razy wysłuchiwałem słów „ojej ale duży i ciężki aparat – strasznie niewygodny pewnie jest” – otóż waga wynika z tego że dobre „lustro” z dobrym obiektywem, gripem i np. lampą „swoje waży”, a całość jest pokaźnych rozmiarów. Coś za coś – albo obieramy prostą ścieżkę pstryków i kupujemy kompakt albo lustrzankę i liczymy się z „taszczeniem” tego ze sobą. Najśmieszniejsze są narzekania osób, które kupują taki oto aparat, by po pierwszej wycieczce np. w góry usłyszeć od nich, „że to straszny chłam bo zajmuje połowę plecaka i waży tyle że plecy urywa” – zawsze zadaję wtedy pytanie – „to po co taki kupowałeś/łaś?” Otóż dobierajmy sprzęt do naszych potrzeb i zastosowań – do biura, inwentaryzacji czy damskiej torebki najlepszy będzie właśnie poręczny aparat kompaktowy – nie zawsze lustrzanka jest najlepsza – najlepszy sprzęt to sprzęt odpowiedni.😉